fbpx

Nareszcie wiem, kto zabrał mój ser! I co dalej…

Czytaliście „Kto zabrał mój ser?” Spencera Johnsona? Myślę, że wielu z Was czytało, ale jeśli nie – polecam, przeczytajcie koniecznie i wróćcie do artykułu ;). Jakiś czas temu wpadłam na wydanie dla młodzieży i od razu pomyślałam o moich nastoletnich chrześniakach. Leżały sobie dwie sztuki w szafie, czekając na okazję i nagle…

Ktoś faktycznie zabrał mój ser! Zabrał nasz ser! Naszą rzeczywistość!

Kto? I tu odpowiedź jest jasna – koronawirus.

Nasza codzienność, przywileje z nią związane, plany na najbliższe miesiące nagle wyparowały. Zastąpiło ją „nowe”, niosąc ze sobą poczucie straty. Jedni stracili pracę, inni: część zarobków, zlecenia, widoki na zlecenia, swoje biurka (zamieniając je na domowe stoły), czas dla siebie, dla pracy lub wypoczynku, dla ulubionych aktywności, możliwość kontaktu z innymi (w tym z rodziną), aż wreszcie poczucie bezpieczeństwa czy wręcz zdrowie.

W ramach utraty możliwości kontaktu, mój prezent został dłużej w szafie (przepraszam Kochani!), a ja wykorzystałam okazję i wróciłam do zapomnianej już historii. A historia okazała się nad wyraz aktualna.

Siedzieliśmy sobie wygodnie w naszym „magazynie sera” ciesząc się z minionych świąt, radosnych ferii, planowanych kolejnych wyjazdów. Czuliśmy się bezpiecznie mając z tyłu głowy myśl, że przecież teraz to firmy walczą o pracownika, gospodarka się rozwija i istnieje zapotrzebowanie na nasze usługi, wystarczy solidnie wykonywać swoją pracę i będzie dobrze (a jak nie to ją zmienię na lepszą). Utyskiwaliśmy na niedogodności, wierząc, że może być jeszcze lepiej.

A ser psuł się już wcześniej… Nie mam na myśli nawet złowieszczych prognoz epidemiologów, ekologów, i innych e…, którzy teraz z satysfakcją mówią „a nie mówiłem”. Wystarczy spojrzeć jednak na koniec 2019 roku – pierwsze informacje z Chin. Tyle, że wtedy było to daleko, nie u nas, do nas to przecież nie dojdzie, a nawet gdyby – przecież my w Europie sobie poradzimy… a sera już ubywało.

Nie jestem ekspertem od wirusów, nie mam zamiaru nim być. Mam tylko wrażenie, że zapomnieliśmy o dwóch ważnych maksymach wyrytych na ścianie labiryntu: „Zmiany na pewno nadejdą, wraz z nimi zniknie ser.” oraz „Bądź przygotowany do zmian. Pamiętaj, że ser kiedyś zniknie.” Nie pamiętaliśmy, prawda? Przyznaję, ja też nie pamiętałam. Nie byliśmy na to przygotowani finansowo (w Forbsie czytałam ostatnio artykuł o tym jak długo Polacy przeżyliby z oszczędności – brrr nie brzmi różowo), organizacyjnie czy kompetencyjnie, nie byli przygotowani szefowie i pracownicy, firmy i instytucje, a nawet całe państwa. Nie byliśmy przygotowani społecznie, rodzinnie, nasze relacje nie były na to przygotowane (nie przygotowaliśmy ich, nie dbaliśmy o nie wystarczająco). I co teraz?

Historia znikającego sera pokazuje nam różne rodzaje reakcji, historia koronawirusa również. Począwszy od natychmiastowego ubrania dresu, butów sportowych i ruszenia w poszukiwaniu nowego magazynu sera (patrz: Victoria Iwanowska, która stworzyła nowy biznes w 48h – wielki szacunek), po rozpaczanie za utraconym serem siedząc wciąż w pustym magazynie, licząc na to, że ktoś nam go odda. Niestety nikt nam go nie odda. Stary ser nie wróci. I tu kolejny cytat: „Przystosuj się szybko do zmiany. Im szybciej wyrzekniesz się Starego Sera, tym wcześniej odnajdziesz Nowy Ser, który da ci dużo radości.”

Niestety stary ser był pyszny, nasza poprzednia rzeczywistość przynosiła nam wiele przyjemności, satysfakcji, poczucia bezpieczeństwa. Trudno jest bez żalu zostawić ją za sobą, tym bardziej gdy nowa nie wygląda obiecująco: spadek dochodów, próba pracy w domu łączonej z opieką nad dziećmi i zdalnym nauczaniem lub przeciwnie dojmująca samotność, która blokuje umysł.

Nie każdy z nas będzie Victorią Iwanowską, ale też nie każdy musi. Ważne, aby po prostu ruszyć się z magazynu Starego Sera i wejść w labirynt. Jak? Powoli układając nową rzeczywistość z tymi ograniczeniami, które przyniosła. Akceptując fakt, że nie wrócimy już do lutego 2020. Czas nie stanął w miejscu i nie ruszy po pandemii – on biegnie dalej, życie toczy się dalej. Nie możemy liczyć na to, że nagle wirus rozpłynie się w powietrzu, dzieci wrócą do szkół i przedszkoli, my do pracy i podejmiemy na nowo te same działania, w ten sam sposób.

Oczywiście dużo łatwiej się przestawić, gdy jesteśmy na to przygotowani, mamy pod ręką dres i buty do biegania (poduszkę finansową, rozwinięte kompetencje cyfrowe, komunikacyjne czy zarządcze, testowane wcześniej rozwiązania, strategię „na wypadek”, praktykę w szybkim wdrażaniu zmian oraz wsparcie w najbliższych i wypracowane relacje pozwalające na wspólne szukanie rozwiązań). Trudniej jeśli tego dresu i wygodnych butów musimy dopiero szukać lub do dyspozycji mamy tylko szpilki. Jednak pozostawanie w otoczeniu pustych ścian magazynu Starego Sera, czekając na ratunek, topiąc się w obawach, poczuciu straty, wyrzutów sumienia, nie zmieni naszej sytuacji. Czasem warto wręcz zostawić te niewygodne szpilki  w pustym magazynie i ruszyć boso, nie zwracając uwagi na to, że inni będą się śmiać, oskarżać lub wpędzać nas w poczucie winy.

Jak to może wyglądać? Każdego dnia bombardowani jesteśmy ofertami szkoleń online, komunikatami, że to przecież najlepszy czas na rozwój, że teraz mamy na to dużo czasu. Jeśli masz czas – super, korzystaj, może to pomoże ci znaleźć wygodne buty, może wskaże kierunek w labiryncie. Jeśli miotasz się między dziećmi, potrzebami partnera/ki, domem a pracą i do szału doprowadzają cię kolejne „dobre rady” internetowych fachowców jak zająć dzieci i zorganizować home office – nie musisz! To nie jest jedyna droga. Twoja zmiana wygląda inaczej, twój labirynt jest inny, nie daj się poczuciu winy, że nie robisz tego co powinieneś/powinnaś. Nie jesteś robotem! Biegnij boso i szukaj swojej drogi. Skup się na swojej rzeczywistości, komunikuj się otwarcie i szukaj wsparcia. Odetchnij głęboko, zastanów się jakie są twoje priorytety – to pomoże ci znaleźć kierunek w labiryncie i odpuścić w tematach, które nie są tak ważne (odpuszczaj – z ciężkim plecakiem trudniej się biegnie!).

Szukaj towarzyszy podróży, którzy są ci przychylni, którzy pomagają ci pokonywać przeszkody, sprawiają, że się uśmiechasz i włóż wysiłek w te relacje. Tych, którzy mentalnie zostali w magazynie Starego Sera, sprawiają, że się boisz, rzucają kłody pod nogi, nie reagują na twoje prośby i nie dają się namówić na wspólną podróż – zostaw w magazynie. Każdy z nas musi sam dojrzeć do tej podróży, może kiedyś znów będziecie mogli razem jeść ser. Zastanów się jaki właściwie chcesz znaleźć ser? Camembert i cheddar pachną inaczej – nie wiem czy pachną to dobre słowo ;). To pomoże ci kierować się w odpowiednią stronę i nie wpaść w magazyn, w którym tak naprawdę nie chciałeś/aś się znaleźć. Znajdź coś co będzie ci sprawiało przyjemność w czasie tej podróży: „Zmiana jest radosna. Ciesz się przygodą i smakiem Nowego Sera”. Jeśli trzeba – wywalcz tę chwilę przyjemności, bez niej twoja podróż szybko cię zmęczy i zechcesz wrócić do magazynu Starego Sera.

Po prostu rusz swoją głowę z miejsca, w którym została. Świadomie rozpocznij podróż. Pierwsze kroki będą trudne, ale każdego dnia przebiegniesz więcej. Nie będzie łatwo, ale w końcu wypracujesz swój rytm i sam bieg zacznie sprawiać przyjemność.

A jak już znajdziesz magazyn Nowego Sera – pamiętaj o tym co się wydarzyło, zadbaj o dres i buty, żeby kolejna zmiana (a wiesz już, że ona na pewno kiedyś nastąpi) stała się dla ciebie szansą, nie przeszkodą.

„Wypatruj zmiany i już ciesz się następną. Podążaj za Serem”

Anna Bartosińska

Inspiracją do tego tekstu była książka: „Kto zabrał mój ser? Opowieści dla młodzieży” Spencer Johnson M.D., Wydawnictwo Studio Emka, 2016.

P.S. Spieszę z informacją, że książki już ruszyły do swoich odbiorców 😉

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

LinkedIn
LinkedIn
Share
Przewiń do góry